20.07.2014

05. Wesele

Moja pierwsza misja okazała się sukcesem, nie sądziłam ze będzie to takie proste. Nie wiem jak odwdzięczę się za to Pecie ale bez niego nie dałabym rady. Właściwie nie pamiętam za wiele z tego dnia, stres i obawa przed tym co będzie dalej spowodowało, że mam luki w pamięci. Mój przyjaciel poradził mi, ze w naszej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest pisania pamiętnika. Trochę jest w tym racji ale wydaje mi się, ze rozmowa z Peetą jest lepszym rozwiązaniem. Opowiada mi różne historie, które przydarzyły mu się. Dla mnie najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze był samotny, nie miał z kim porozmawiać a tak świetnie sobie radził. On nadaje się do tego. Ma wspaniałą osobowość. A ja ? Nie nadaje się do tego. Mój przyjaciel próbuje mnie przekonać, ale ja w głębi serca czuje, że nie radzę sobie. Co prawda założyłam pamiętnik, niekiedy pisze tam o tych sprawach o których nie mówię Pecie ale jest ich bardzo nie wiele. Mój przyjaciel wiem o mnie bardzo dużo. Jednym tematem, za którym nie przepada to temat naszego nowego przyjaciela Finnika. Gdy zaczynam o  nim mówić od razu robi się spięty i widać że myślami jest gdzieś indziej. Dziwne. Myślałam ze panowie się za kumplują a nie widzę choćby iskierki, żeby tak się stało.
Teraz siedzę w salonie, przykryta kocem. Przeziębiłam się. Mam czerwony nos i zużywam tonę chusteczek. W tym czasie mojej myśli wędrują w daleką przyszłość. Rozmyślam co będzie dalej. Napiłam się łyk herbaty i wyciągam swój pamiętnik. Choć do końca nie można tak go nazwać. Zawarte są w nim notatki z dzieciństwa. Czytając jej uśmiecham się sama do siebie. Najczęściej czytam jej w chwilach gdy mam zły nastrój. Ale dziś szukam czegoś innego. Szukam notki na temat szkoły baletowej. Napisałam ją po powrocie do domu. Byłam wtedy już po rozmowie z Peetą i leżałam w łóżku. Widać ze litery są napisane nie starannie. Można to usprawiedliwić tym, ze byłam tak zszokowana tym wszystkim i chciałam jak najszybciej to przelać na papier. Zaczynam czytać to moja plątaninę słów i już na samym początku uśmiecham się do siebie.



Drogi Pamiętniku !

Leząc w łózku zastanawiam się nad swoim darem. Czy ktoś mnie wybrał? Czy to że widzę i mogę rozmawiając z duchami otrzymałam przypadkiem. Nie mam pojęcia. Po dzisiejszym dniu mam jeszcze większy mętlik w głowie. Gdy spotkałam dziś Finnika poczułam się na moment normalnie. Ale potem jazda i rozmowa z Peetą przywróciła mnie do normalności. Dokładnie pamiętam ta rozmowę.

- Nie wiem dlaczego ale ten sąsiad wydaje mi się jakiś dziwny - Peeta mówiąc to był wpatrzony w jeden punkt i swoim wielkim dłońmi trzymał mocno kierownice
- Przesadzasz- odpowiedziałam i po chwili dodała - Jak dla mnie wydawał się całkiem mił
- Miły ? - spytał niepewnym głosem.
- No... Nie ważne - oznajmiłam.- Lepiej powiedz co mam robić?
- Nie ma tu żadnej określonej zasady i po chwili dodał - Skoro dana osoba woła Cię, to oznacza że potrzebuje pomocy. Zawsze dotyczy to bliskich znajomych. Gdy ich odnajdziesz, najtrudniejsze jest to jak oni na tą zareagują. Najczęściej biorą Cie za wariata. W sumie to mają trochę racji - przez ten csały czas patrzałam na niego, opiwadał to tak jak gdyby podsumowywał kikla zdarzen w życiu. Spojrzał na mnie moja twarz wyrażała wiele: strach, zaskoczenie, obwa co będzie dalej i trochę podekscytowanie.
- Wiesz z Tobą może być inaczej. Ty jednak je widzisz - mówiąc to uśmiechnął się.

źniej dojechaliśmy do sali baletowej. Ciężko było znaleźć dziewczynę, Pamiętam to zimno, które czułam. Peeta zachowywał nieludzki spokój. Wszędzie było pełno luster. Usłyszeliśmy dziwne dźwięki. Najpierw jakieś pękniecie szkła, potem okrzyki ludzi. Później śpiew, radość. Trochę mnie to przerażało. Te dziwne dźwięki wydobywały się z końca sali. Kiedy szliśmy w tamtym kierunku, zorientowałam się ze są tam drzwi. Najwidoczniej Peeta zauważył to wcześniej. Chyba muszę zajrzeć do okulisty. Gdy nagle do moich uszu doszły dziwne dźwięki: Gorzko, gorzko. Czy ja się przesłyszałam? Musiałam spytać się mojego przyjaciela, bo bałam się że wariuje
- Peeta, czy tam jest wesele ? - spytałam i nie pewnie spojrzałąm na mojego przyjaciela
- Mel, nie mam pojęcia. - odpowiedział po czym pokazał żeby szła za nim. On podszedł do drzwi. Przyłożył ucho do drzwi, z jego twarzy można było się zorientować, ze jedyne co teraz słyszy to cisza.
- Otwieramy ? - szepnęłam
- Chyba nie mamy innego wyjścia- odparł. Tym samym położył swoja dłoń na klamce. Po chwili ją otworzył. On wszedł pierwszy a ja za nim. To co zobaczyłam trochę mnie zszokowało. Na kanapie siedziała ta dziewczyna, ta sama którą widziałam w wypadku. Oglądała coś. Peeta nie pewnie spytał się mnie:
- Jest tu ktoś
Dziewczyna a ni drgnęła. Pokazałam Peecie na kanapę. On to zrozumiał i kiwnął mi głowa żeby podeszła do niej. Zastanawiałam się co miałam bym powiedzieć. W końcu to duch, nigdy z nim nie rozmawiałam. Spojrzałam na ekran. Te wszystkie dźwięki dochodziły, właśnie z niego. To tam było wesele. Na telewizorze ukazało się państwo młode. Dziewczyna w białej sukni była łudząco przypominając do tej co teraz siedzi na kanapie.  Czyli mogę już stwierdzić, ze:
Dziewczyna była mężatką. Zdarzenie, które może mi pomóc to ślub.
Postanowiłam podejść. Dziewczyna znów nie drgnęła. Nadal była wpatrzona w ekran. Usiadłam obok niej. Peeta cały ten czas bacznie mnie obserwował. Spojrzałam na niego. On kazał mi kontynuować. Czułam, ze mam lekka chrypę, dlatego odchrząknęłam i powiedziałam:
- Prosiłaś nas o pomoc, mnie, dlatego jestem tu. Więc jak mogę ci pomóc ?
Dziewczyna obróciła się w moja stronę i obdarzyła mnie groźnym spojrzeniem. Nie wiedziałam co mam myśleć. Miałam ochotę stąd uciec.



Od Autorki : Witajcie kochani, po tak długiej przerwie, wracam. Na razie będę tylko pisać ja czyli kula13 a dziś zmieniam nick na Luna. Co do Naćpana Marzeniami na razie jest w statusie zawieszona. A czemu? Po prostu brak weny. Co do następnego rozdziału, to nie mam pojęcia. Spróbuje ale oprócz tego bloga, robię zwiastuny i szablony a przecież mamy Wakacje :) 
Do zobaczenia
Luna

17.05.2014

04. Sąsiad



- To ruszamy – oznajmił Peeta – Idź do samochodu. Powiedział to i tym samy podał mi kluczyki do swojego auta – Ja pójdę się przebrać i zaraz przyjdę.
Byłam smutna i załamana. Nie chciałam zmieniać swojego życia dla jakiegoś daru. Peeta zauważył, ze jestem w nie najlepszym stanie. Dlatego podszedł do mnie złapał mnie swoim wielkimi dłońmi za ramiona i powiedział:
- Damy rade. Ja ci pomogę.
Pokiwałam głowa na znak zgody, ale w głębi serca wiedziałam, że te słowa nic mi nie  pomogły.
W ręku trzymałam klucze. Zacisnęłam bardziej dłoń. Wzięłam kurtkę i wyszłam z mieszkania. Zeszłam schodami i otworzyłam furtkę. Na ulicy nikogo nie było. Dziwne zawsze ktoś się tu kręcił. Auto Peety było zaparkowane oczywiście na krawężniku. Otworzyłam drzwi i wsiadłam. Jak zawsze samochód mojego przyjaciela był w opłakanym stanie. Wszędzie leżały śmieci, jakieś paragony ze sklepu i wiele innych przedmiotów. Rozglądając się zauważyłam jakiś zeszyt. Z ciekawości otworzyłam go. Był to pamiętnik. Otworzyłam akurat na stronie, która dotyczyłam mnie

To dziś. Mel dowiedziała się, ze ma dar. Może w końcu będzie dobrze. Może w końcu nie będę musiał przed nią tego ukrywać. Tylko czy ona da sobie rade z tym wszystkim. Wiem, jedno, ze muszę jej pomóc. Ale czy zdołam jej to wszystko wytłumaczyć. Czy ona to zrozumie ? Te wszystkie sprawy, które są nie normalne a może …..

Nie, nie, nie – powiedziałam do siebie i przerwałam czytanie. Nie powinnam tego robić. To jest pamiętnik mojego przyjaciela. Nie powinnam czytać. Zabrała mu jego prywatność. Chciałam zamknąć zeszyt gdy usłyszałam jak ktoś stuknął w szybę.
Podskoczyłam ze strachu.
Odłożyłam zeszyt na miejsce i odwróciłam się powoli i zobaczyłam że jakiś mężczyzna uśmiecha się do mnie.
Ja go pamiętam. Tylko skąd ? – pomyślałam. Ta twarz wydałam mi się jakoś dziwnie znajomo. Dołeczki, włosy blond i loki. Już wiem ! To ten ratownik medyczny, którego spotkałam w tą feralna noc.
- Cześć – powiedział.
Otworzyłam szybę. Nie wiem dlaczego ale wydawał się być miły.
- Cześć – odpowiedziałam się uśmiechając.
- Jestem Finnick. Nie dawno się tutaj przeprowadziłem. Chciałem poznać mieszkańców – oznajmił.
- Ja jestem Mel – podałam mu rękę. – Pamiętam cie, któreś nocy spotykaliśmy się przy wypadku.
- Aaaaaaa, właśnie – spojrzałam na mnie z mrugnięciem w oku – Miałem takie dziwne wrażenie, ze skądś cie z nam.
- Czyli jesteś ratownikiem ? - spytałam. Chciałam podtrzymać temat. Rozmowa z tym chłopakiem sprawiała, ze choć na moment przestałam myśleć o swoich problemach. Może to trochę dziwne ze po jakieś minucie rozmowy dochodzę do takich wniosków, ale tak właśnie się czułam
- No tak, jestem ratownikiem medycznym. Choć nie kiedy mam trochę tego dość – oznajmił, trochę przygnębiony.
- Dlaczego ?
- Nie raz jest tak, że nie da się nic zrobić. No wiesz chciałoby się pomóc ale nie można. Nie ma się takiej siły. Tamtej nocy było podobnie. Nie mogłem pomóc. – Trochę czułam się dziwnie, gdy Finnick tak opowiadał. Po chwili znów kontynuował. – Nie kiedy zastanawiam się co dzieje się z tymi ludźmi.
- Tak, tez się właśnie zastawiam co się z nim dzieje – odpowiedziałam. Czyżby ten chłopak coś podejrzewał albo wiedział. A Może ja po prostu już wariuje.
Gdy nagle usłyszałam :
- Mel, Mel słysz mnie ? – ktoś do mnie mówił. Jakiś głos damski, lecz słyszałam go po raz pierwszy
Obróciłam się za siebie. Głos dochodził z tyłu auta.
Spojrzałam tam ale nic nie zauważyłam.. Z jednej strony odetchnęła z ulgą ale z drugiej, Finnick zaczął mi się dziwnie przyglądać.
- Wszystko w porządku ? – spytał
- Tak, tak – odpowiedziałam z uśmiechem.
I w tym momencie jedna z moich obaw, ze ludzie zaczną, mnie brać za idiotkę właśnie się spełnia.
Na szczęście mam swojego przyjaciela Peetę, który wie kiedy przyjść. Właśnie w teraz wychodził z mojego mieszkania. Podszedł do nas. Rzucił mi pytające spojrzenie i zadał mi pytanie:
- Mel wszystko w porządku ?
- Tak – odpowiedziałam. Żeby rozluźnić trochę atmosferę, postanowiłam ze przedstawię sobie panów – Peeta poznaj Finnicka, Finncik poznaj Peete.
Panowie uścisnęli sobie dłonie z niechęcią. I było widać ze za sobą nie będę przepadali. Kro by zgadł, ze tak już zawsze miało być.
Peeta trochę zdenerwowany tą całą sytuacją zaproponował;
- Mel, to my już jedziemy co ? – powiedział głosem pewniy siebie, jak zawsze,
Finncik nie był dłużny i od razu powiedział;
- To co Mel do zobaczenia. Świetnie mi się z Tobą rozmawiało.
Peeta rzucił mi spojrzenie i wsiadł do auta. Od razu odpalił silnik a ja tylko zdążyłam odpowiedzieć Fionnickowi do zobaczenia bo już ruszyliśmy.
- Co to był za facet ? – spytał tonem obojętnym
- Nowy sąsiad – odpowiedziałam i od razu zmieniłam temat – A Ciebie czemu talk długo nie było ?
- Musiałem gdzieś zadzwonić.- kiwnęłam głową - Nie długo będziemy na miejscu, tylko się nie denerwuj. Wszystko będzie w porządku. To twoja pierwsza misja, żeby komuś pomóc. Dasz radę. Wierzę w ciebie – Mówiąc to na koniec się uśmiechnął.
Przez chwile pomyślałam że może właśnie dam radę.

 Kula13: Dziś rozdział prawie punktualnie, chyba mam pięć minut tylko opóźnienia. Jest lepiej niż ostatnio.I rozdział nie co dłuższy. Powiem tak, ze Naćpana Marzeniami dała mi nie lada zadanie, co do tego dzisiejszego rozdziału. Za bardzo nie wiedziałam co napisać i chyba trochę się wymigałam od głębszego myślenia :p I mam do Was prośbę drodzy czytelnicy. Komentujcie  rozdziały, to naprawdę motywuje do dalszego pisania. To co ? Do zobaczenia za dwa tygodnie
Pozdrawiam <3

10.05.2014

03. Nauka

Od tego pamiętnego momentu minęły dwa dni. Dwa dni płaczu i nieprzespanych nocy. Nie radziłam sobie z tym. Cały czas widziałam przed sobą dziesiątki dusz. Zakrwawionych, zmasakrowanych i przerażających. Szczególnie doskwierała mi obecność tej samej kobiety, którą zobaczyłam po raz pierwszy. Nie dawała mi spokoju. Jakby tego było mało, odczuwałam to, co ona. I to było najgorsze.
- Pamiętaj, że nie możesz przed nimi uciekać. - powiedział pewnego wieczoru Peeta. W ten czas, przesiaduje u mnie bardzo często. W sumie, to nawet dobrze, bo jakimś cudem nie zauważam wtedy żadnego ... ducha. - One i tak cię znajdą.
- Myślisz, że nie wiem? One są wszędzie. Nie dają mi spokoju! - wykrzyczałam, a po moim policzku spłynęła łza.
- Wiem, że to nowe i trudne dla ciebie, dlatego chcę ci pomóc. Ja miałem wtedy przy sobie bliską osobę, która doskonale wiedziała co się ze mną dzieje i to pomogło. Zaakceptowałem to i najlepiej dla ciebie, jeśli to zrozumiesz i wpasujesz w swoje życie. Oni nas potrzebują. Ciebie potrzebują.
- Ale ja tak nie chcę! - wstałam gwałtownie z kanapy i nerwowo zaczęłam przechadzać się po salonie.
- Może dla ciebie to jest frajda, dreszczyk emocji, ale ja tak nie mogę żyć! Rozumiesz? Co inni pomyślą sobie o mnie, gdy zacznę gadać do jakiegoś ducha, którego oni nie widzą!? Wyślą mnie przy najbliższej okazji do psychiatryka! I ciebie też! Kto normalny zrozumie to całe zamieszanie? Delia, Ned czy może któryś z mieszkańców Grandwiev? To nie dla mnie Peeta. - rozpłakana opadłam na fotel chowając twarz w dłoniach. Usłyszałam ciche westchnięcie, a po chwili chłopak zagarnął mnie w swoje ramiona. Wtuliłam się w niego i próbowałam nie myśleć o tym, co się stało w przeciągu tych kilku dni.
Chciałam na powrót być tą samą Melindą co kiedyś. Ten cały ... dar zrujnuje mi całe życie. A co gorsza, może zakończyć moją przyjaźń z Delią oraz spotkania z jej synkiem Nedem. Nie chciałam tego. Oni są dla mnie jak rodzina. A po takich informacjach uznają mnie za wariatkę i zostawią. Nie chcę tak do cholery!
- Musisz się z nimi zmierzyć Mel. Dowiedz się czego potrzebują, a wtedy przestaną. To jest jedyne wyjście. - podniosłam na niego wzrok. Przez chwilę po prostu się w niego wpatrywałam.
Szczerze? Nigdy bym nie przypuszczała, że Peeta ... potrafi coś takiego. Sądziłam, że jest realistą, który wierzy w to, co widzi. Jednak pozory mylą. Chociaż ...
W tym momencie, zaczęłam sobie przypominać nasz pobyt nad jeziorem. Mieliśmy chyba po dwanaście lat. Podczas wakacji, przyłapywałam go na tym, że mówi sam do siebie. A może jednak do ducha? Czy już wtedy był ... taki?
Westchnęłam głośno. Otarłam wierzchem dłoni mokre policzki, po czym wtuliłam się mocno w chłopaka. Nieco zdezorientowany oddał uścisk.
Muszę się z tym zmierzyć, pomyślałam i zamknęłam oczy.
                                                                                     ***
Z głośno dudniącym sercem poderwałam się z łóżka. Odruchowo spojrzałam na zegarek stojący na półce. Była druga nad ranem, a ja znów okropnie zaczęłam szlochać. Jednak cichy dźwięk samotności chciał zaprowadzić mnie do łóżka.
Jestem duchem dziewczyny, którą tak bardzo nie chciałam być. Jestem odłamkiem dziewczyny, która należy do chłopaka ...
Tańczę powoli w pustym pokoju śpiewając sobie cichą kołysankę. Za bardzo się boję. Światło mnie przeraża. Kawałki potłuczonej historii i szkła, znajdują swoje miejsce w mojej skórze. Ramiona, nie wiem czyje, z siłą boa dusiciela oplatają kruche ciało. Moje odbicie w zakrwawionym lustrze, mieni się twarzą blond piękności. Ostatni takt, melodia i słowo opuszczają wargi. Moje i chłopaka.
Ból klatki piersiowej pulsuje uwalniając większe dawki obrazów. Duch dziewczyny, duch dziewczyny w pustym pokoju. Tańczy i śpiewa. Chłopak z uśmiechem. Słodkim, morderczym. Bezpieczne ramiona dusiciela. Potłuczone życie.
- Nie!!!
- Melinda, spokojnie. - usłyszałam tuż przy uchu. Odszukałam w ciemności ramiona chłopaka i wtuliłam się w nie.
- Ja chciałam. Pozwoliłam jej na to. 
- Cii .... spokojnie. Mów po kolei. - szeptał kołysząc lekko nami.
- Pozwoliłam jej na to. Chciałam wiedzieć, czemu to robi. Chciałam pomóc. - wyrzucałam z siebie. 
- Co ci przekazała? - zapytał patrząc mi w oczy.
- To .. to tak jakbym ja była nią. Byłam w pustym pokoju. Tańczyłam i śpiewałam. Pojawił się też chłopak. Na początku przyglądał się. A później lustra popękały i czułam jak coś wokół mnie się owija.
- To wszystko? - pokiwałam twierdząco głową, a po moim policzku spłynęła łza. Peeta starł ją kciukiem, a zaraz potem usnęliśmy na kanapie.
Obudziłam się strasznie obolała. Z tego co pamiętam, żaden koszmar już mi się nie przyśnił. Przewróciłam się na drugi bok i spotkałam się z twarzą przyjaciela. Spał.
Tak słodko wyglądał. Wyciągnęłam przed siebie dłoń, po czym zanurzyłam ją w jego gęstych włosach. Przymknęłam zadowolona powieki, chcąc powrócić do krainy snów, lecz pełen cierpienia głos mi przeszkodził:
- Lennie! Lennie! - przestraszona podparłam się na łokciach i zaczęłam nerwowo się rozglądać po pomieszczeniu. Po krótkiej chwili mój wzrok padł na kobietę. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że to ta sama dziewczyna, co w moim śnie.
- Kogo wołasz? - zapytałam szeptem. 
- Lennie! Muszę go znaleźć. On nie wie gdzie jestem. - i zniknęła. Za to ja poczułam okropny ucisk w klatce piersiowej. Zaczęłam się dusić. Głośnym kaszlem i strąconym stolikiem obudziłam Peetę, który szybko się zerwał i złapał za ramiona. I wtedy wszystko przeszło.
- Ona kogoś szuka. - powiedziałam głośno sapiąc.
- Mówił jak ma na imię?
- Wołała Lennie ...
- To mamy jakiś punkt zaczepienia. - mruknął i chwycił za swój notes. Zaczął w nim coś szybko notować. Kiedy skończył podniósł na mnie wzrok.
- Czyli tak. Dziewczyna tańczyła i śpiewała? - pokiwałam głową, po czym podeszłam do okna.
- Była chyba w sali baletowej.
- Umiałabyś ją rozpoznać? - przymknęłam powieki i spróbowałam się skupić. W moim śnie były jakieś napisy na ścianach. Duże, zielone z domieszką żółtego i zielonego. Dança seu elemento.
Nomeação dança brasileira
- Coś brazylijskiego. - oznajmiłam próbując przywołać do siebie obrazy minionej nocy.
- W Grandwiev jest szkoła tańca. Nie wiem czy brazylijska, ale warto sprawdzić.
Tak więc ruszyliśmy na poszukiwania. Być może po tym wydarzeniu przekonam się do duchów i do mojego daru?

Naćpana Marzeniami:
Rozdział trzeci za nami! 
Huh ... Myślę, że wyszedł mi jakoś ten rozdział, c'nie? Coż ... tego dowiem się dzięki Waszym komentarzom.
PS. Zapraszam razem z kulą13 na nasze blogi:
kula13 - http://kristenstweart.bloog.pl
Naćpana Marzeniami: http://truestoryrpks.blogspot.com http://isabella-shadows.blogspot.com http://lonely-but-i-will-be.blogspot.com
Pozdrawiam Wszystkich i do zobaczyska! <3
 

3.05.2014

02. Kobieta



- Melinda, musisz wiedzieć coś, co zmieni całe twoje dotychczasowe życie. Ty .. ty widzisz duchy. Musisz im pomóc przejść na drugą stronę. W stronę światła. Ale nie bój się. Nie jesteś w tym sama. Ja też mam dar. Nie widzę co prawda duchów, ale je słyszę. Mel, Mel powiedz coś.
- Co? Peeta co ty wygadujesz ? Przecież, przecież to nie możliwe – wzięłam głęboki oddech. Zaczęło robić mi się słabo. Oparłam się o samochód, ale nadal było mi duszno. Podszedł do mnie Peeta. Chciał pomóc.
- Mel wiem, ze to dla Ciebie trudne, ale posłuchaj ...
- To ty posłuchaj – przerwałam mu – wygadujesz jakieś kłamstwa. To, to wszystko nie może być prawdą.
- Mel, daj sobie pomóc – powiedział łagodny tonem.
- Muszę się przewietrzyć – odeszłam od niego. Nie daleko nas stała duża grupka osób. Zaciekawiło mnie to. Chciałam podejść i sprawdzić o co chodzi, ale trudno tam było się przedostać. Słyszałam jak jakiś mężczyzna mówi:
- Niech się państwo odsuną. Tu nie ma nic do oglądania.
Nie którzy ludzie odchodzili, aby nie robić jeszcze większego zamieszania. Mogłam teraz podejść bliżej. Dwóch mężczyzn kucało przed lezącą kobietą, nagle jeden z nich o blondyn kręconych loczkach, powiedział:
- Tracimy ją
Tłum ludzi, którzy pozostali przyglądali dali się tej całej sytuacji. Niespodziewanie usłyszałam za mną głos.
- Oni mnie już nie uratują
Odwróciłam się, ale za mną nikogo nie było. Widać było tylko las. Ale mogłabym przysiąść że ten głos słyszałam za sobą,.
To wszystko przez to przemęczanie – pomyślałam
Nagle usłyszałam jak jakiś samochód jedzie wprost na tłum ludzi z zawrotną prędkością. Nie wiem jak to się stało, ale zdążył wyhamować w ostatniej chwili. Było słychać tylko pisk opon. Z auta wyskoczył mężczyzna. Gdy zorientował się kto leży na ziemi, szybko podbiegł, krzycząc:
- Luna !
Chciał podbiec do ciała, ale policja zatrzymała go.
Niespodziewanie za lasu wyłoniła się młoda dziewczyna. Poczułam się dość dziwnie. Moje ciał przeszedł dreszcz. Było mi zimno. Oprócz tego zakręciło mi się w głowie. Dziewczyna spojrzała na otaczające tłumy, które przyglądały się jak ratownicy reanimują człowieka. Kobieta podeszła do młodego mężczyzny i powiedziała:
- Uspokój się, wszystko będzie dobrze.
Ale on jakby nie reagował na jej słowa, jakby jej nie widział ani słyszał. Postanowiłam porozmawiać z nim, wesprzeć. Podeszłam do nich i powiedziałam:
- Ta kobieta ma rację.
Mężczyzna spojrzał na mnie pytająco. A dziewczyna odpowiedziała:
- Ty mnie widzisz ? – w tym momencie znów poczułam zimno i zemdlałam.

***

- Halo, słyszy mnie pani ? – usłyszałam to i otworzyłam oczy. Zobaczyłam znów ratownika o blond lokach. Teraz do mnie się uśmiechał. Miał śliczne dołeczki.
- Tak, słyszę – odpowiedziałam. Chciałam wstać, ale głowa mnie bolała.
- Niech pani nie wstaje – zaproponował
Obróciłam głowę w bok. Tłum znikł. Już nie było tego całego zamieszania. Spytałam z niepokojem:
- A gdzie ta dziewczyna ? – Chłopak gdy usłyszał to pytanie spuścił głowę.
- Nie żyje – odpowiedział

_____________________________

Kula13: Wiem, przepraszam, przepraszam. Totalnie nawaliłam i to przy pierwszym rozdziale. I na dodatek dosyć że późno się pojawił to i taki krótki. To wszystko dlatego, ze jest majówka i jestem strasznym leniem i zostawiam wszystko na ostatnią chwile i tak wyszło, ze mój wewnętrzny głosik nie chciał mi pomóc i za bardzo nie mógł niczego ciekawego wymyślić. Mam nadzieję ze mi wybaczycie. Obiecuje, że kolejny będzie punktualny i dłuższy. 
To do następnej notki :*

26.04.2014

01. "Magiczne sztuczki"

                                                             


Właściwie to nie wiem co sprawiło, że trafiłam do tego miasteczka. Czy tak chciało przeznaczenie? Jeżeli tak, przyjmę to z godnością. Będę żyć tak, jak mi pisano.
Zabierając w pośpiechu swoją torebkę ze stolika, wybiegłam jak oparzona z domu. Akurat dziś musiałam zaspać! Psia krew! Delia mnie chyba zabije.
Jechałam z zawrotną szybkością w stronę naszego sklepu. Cyferki na zegarku samochodowym zbyt szybko migały. Dlaczego czas musi pędzić w najmniej oczekiwanym momencie?
Zdyszana wpadłam do sklepu.
- Mel, no w końcu! Wiesz jak ja się o ciebie martwiłam? Dlaczego nie odbierałaś telefonu? Dzwoniłam cały czas!
- Przepraszam, zaspałam ... a komórkę musiałam zostawić w domu. - mruknęłam wysypując zawartość torebki na blat. - To się nie powtórzy.
- Okej, wierzę ci. Peeta przywiózł dziś rano karton ze starociami. Pójdę kupić nam kawę, a ty w formie przeprosin wyłożysz to wszystko, jasne? - zaśmiała się nakładając na siebie płaszcz.
- Dobrze. - przytuliła mnie lekko i wyszła. Rozebrałam się z kurtki i przeszłam na zaplecze. Ciekawiło mnie co przywiózł Peeta. Wyciągnęłam z szufladki nóż, po czym otworzyłam pakunek.
Wyciągnęłam z niego kilka starych zdjęć, filiżanek, medali i co dziwnego, szmacianą lalkę. Zwykle takie rzeczy nie trafiały do nas. Ludzie zazwyczaj oddawali zabawki dla dzieci do przedszkoli i domów dziecka.
Ostrożnie zaczęłam wyciągać z pudła starocie i układać na wystawie. Nie powiem, niektóre były naprawdę piękne. Ciekawe skąd Peeta to ma.
Kiedy chwyciłam zabawkę, przeszedł mnie dziwny dreszcz. I to nie z zimna. Zaczęłam obracać w dłoni szmacianą lalkę. Nie różniła się niczym od takich, co kiedyś miałam. Westchnęłam tylko i ułożyłam ją na półce. Może ktoś ją kupi?
- Jak ci idzie?- usłyszałam za plecami głos Deli.
- W porządku. Wiesz może skąd Peeta to przywiózł? - zapytałam wstając i odbierając od przyjaciółki kawę.
- Nic nie mówił. Przyniósł tylko ten karton i wyszedł bez słowa. Ostatnio coś się z nim dzieje. Wiesz może o co chodzi? - pokiwałam przecząco głową i wyjrzałam przez okno. Zauważyłam kobietę z dzieckiem, która podchodziła pod nasze drzwi.
- Chyba mamy klientkę. - powiedziałam wesoło i udałam się za ladę. Tak jak myślałam, kobieta weszła z małą dziewczynką do środka.
- Dzień dobry.
- Witamy. - odparła przyjaźnie Delia a ja skinęłam głową uśmiechając się lekko.
- Szukamy jakiejś zabawki dla Lily. Powiedz kochanie pani, co byś chciała. - podeszłam do dziecka i kucnęłam przy niej.
- Cześć, jestem Melinda. Chodź, poszukamy coś dla ciebie. - zagadałam i podałam jej rękę. Ta ochoczo ją złapała i razem przeszłyśmy do drugiego pomieszczenia.
- No to powiedz mi co byś chciała aniołku.
- Lalkę. - powiedziała nieśmiało, a jej wzrok powędrował na szafkę, którą przed chwilą zapełniłam.
- O taką. - wskazała paluszkiem na tą samą lalkę, która wywołała u mnie dreszcze. Uśmiechnęłam się do niej i sięgnęłam po zabawkę. Gdy tylko moje palce zetknęły się z tkaniną, na powrót poczułam ten dziwny dreszcz. Lecz tym razem na tym się nie skończyło.
Nagle wszystko pociemniało, a głowa stała się cięższa od reszty ciała. Osunęłam się na ziemię i usłyszałam krzyk dziewczynki.
Przed oczami migały mi obrazki z ogromną szybkością. Rozpoznawałam co drugi, trzeci. W szczególności przedstawiały mnie jako małą dziewczynkę oraz moją babcię. Oprócz tego, wokół nas były jakieś zamazane postacie. Starałam się je zidentyfikować ale nic z tego. Widziałam tylko zamazane poświaty światła.
Z tego transu wyrwał mnie ścisk na nadgarstku.
Z głośno dudniącym sercem podniosłam głowę do góry. Stał nade mną Peeta, a za nim przerażona Delia. Gdy zauważyła, że już w miarę kontaktuję, uścisnęła mnie mocno. Z trudem oddałam gest. Nadal kręciło mi się w głowie.
 - Mel, co się dzieje? Byłaś taka blada i nieprzytomna. - wyrzucała z siebie, a mój wzrok powędrował na przyjaciela. Wyglądał tak ... jakby był z czegoś zadowolony. Uśmiechnął się do mnie słabo i pomógł wstać.
- Co widziałaś? - szepnął mi do ucha, a ja zdziwiona spojrzałam na niego. Skąd on ...
- Zaufaj mi. Wiem co ci jest. - wzięłam głęboki wdech i również cicho odpowiedziałam:
- Głównie to ... siebie samą. Ale wokół mnie były jakieś zamazane postacie.
- Tylko tylko tyle widziałaś? - pokiwałam twierdząco głową. Chciałam się go zapytać o co chodzi, ale Delia podeszła do nas.
- Może pojedziesz do domu odpocząć? Nadal jesteś taka blada.
- Ale będziesz sama.
- Dam radę. Zadzwonię najwyżej po Neda i pomoże mi poukładać nowe rzeczy na wystawie. Przyda ci się odpoczynek.
- No ... no dobrze. W razie czego dzwoń. - przytuliłyśmy się i razem z przyjacielem wyszłam ze sklepu. Nadal trzymał mnie pod ramię. I byłam mu za to wdzięczna. Nie byłam pewna, czy jak stanę sama, to nie przywitam się z chodnikiem.
 -Powiesz mi o co chodzi? - zapytałam słabym głosem siadając na miejscu pasażera.
 - To jeszcze nie ten czas. Zaufaj mi, a wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się pocieszająco i odpalił silnik.
- Tak w ogóle, to skąd się wziąłeś w sklepie? Przecież miałeś mieć wykłady.
- Przeczucie Mel. Przeczucie. A tego nie powinno się ignorować. I jak widać, nie zawiodło mnie.
Przez resztę  drogi nic nie mówiliśmy. Zamknęłam oczy i choć na moment chciałam odpłynąć w krainę snów.
Kiedy samochód się zatrzymywał, pomyślałam, że jesteśmy już w domu. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół. Nie byliśmy na miejscu. Przed nami rozciągał się sznurek innych aut. Zaciekawiona wyszłam ze środka na zewnątrz. To samo uczynił Peeta. Spojrzeliśmy na siebie pytająco i ramię w ramię ruszyliśmy na przód.
Jak się później okazało, był wypadek. Tir wjechał na osobówkę. Z tego co usłyszałam od spanikowanych ludzi, syn i matka trafili do szpitala, a ojca reanimują.
W jednym momencie znów poczułam kołowanie w głowie. Głośno oddychając oparłam się całym ciałem o Peetę. Ten złapał mnie mocno i nic m\nie mówiąc zaniósł do samochodu. Z jego małą pomocą usiadłam na siedzeniu. Z trudem zapytałam:
- Co się dzieje?
- To chyba teraz. Długo to będzie trwało? - on chyba nie mówił tego do mnie.
Po kilku minutach wszystko minęło. Zawroty głowy, mroczki przed oczami ... wszystko odeszło w niepamięć.
Podniosłam wzrok i ujrzałam Peetę rozmawiającego z jakimś facetem. Był cały umazany we krwi. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na sanitariuszy, którzy zabezpieczali zwłoki. Zaraz! To ... to ... to ten facet, z którym rozmawia Peeta! Podeszłam, do nich z dudniącym sercem. Peeta położył dłonie na moich ramionach i wziąwszy wdech powiedział:
- Melinda, musisz wiedzieć coś, co zmieni całe twoje dotychczasowe życie. Ty .. ty widzisz duchy. Musisz im pomóc przejść na drugą stronę. W stronę światła. Ale nie bój się. Nie jesteś w tym sama. Ja też mam dar. Nie widzę co prawda duchów, ale je słyszę. Mel, Mel powiedz coś.

Naćpana Marzeniami: Fuck yeah! Rozdział dodany. ( W KOŃCU! ) Osobiście podoba mi się tak pół na pół. A Wam?
No to teraz mam zaciesz, bo kula13 będzie miała niezłe zadanie! :) Ciekawe co wymyśli? Heheh, wiem wredna jestem, ale co tam! No przecież liczą się chęci, prawda? Niech dziewczyna się wykaże! :*
Kto oglądał Zaklinaczkę? Jim w końcu odzyskał pamięć! Chwalmy ten dzień! Jak ja go chciałam stłuc, jak powiedział do Mel, że załatwi jej lekarza. Grr ... ale już jest sweet i zajebiście między nimi :)
To co, widzimy się razem z przyjściem trzeciego rozdziału. To trzymajcie się! :*
 

16.04.2014

Prolog


Grandview, zwykłe miasteczko, do którego wkracza niezwykła dziewczyna. Melinda Gordon, tak ją zwą, lecz to ktoś więcej. Ktoś o wielkiej przyszłości. Osamotniona, opuszczona. Jednak nadal wierząca w swoje przeznaczenie.
A czymże ono jest? Czymś wielkim? Ważnym dla naszego istnienia?
Być może. Układając i poznając szlaki jej dróg, poznajemy prawdę. Uwikłaną i ukrytą w zielonych bluszczach jej samotnego serca. Pewnego dnia poznaje chłopaka, który jest zwykłym człowiekiem. Miły, uprzejmy ale czy na pewno? A może tak jak ona skrywa sekrety ? Tak samo przyszły przyjaciel. Czy to ta droga? Czy właśnie oni okażą się jej wybawieniem? Krążą wokół nieznanego. Niebezpiecznego ale pisanego na ich liście życia. Muszą wypełnić misje, którą im dano. Ich własne problemy są błahostką. Dziewczyna bedzie musiała wybierać pomiędzy normalnością a nadnaturalnością? Co wybierze ? Muszą stanąć na przeciwko przeznaczeniu. Pomagając sobie mimo sekretów. Lecz czy to aby na pewno tak ma być? Czy są w stanie poświęcić siebie? Czy dadzą radę żyć, życiem innych ? A jeśli narastające problemy ich przerosną to co wtedy ? Czy będą w stanie dokonać tak trudnego wyboru? A co z uczuciami? To one są najważniejsze. Miłość, przyjaźń czy braterskie oddanie? Czy to wszystko jest tak skomplikowane? Niestety tak. Robiąc to, sprzedają swoje życie. Zadaniem ich jest, pomagać i nie opuszczać.
Radować się z tej misji. Ale to takie trudne. Muszą podejmować trudne decyzje. Decyzje, które mają wpływ nie tylko na ich życie. Decyzje, które mogą zniszczyć ich mały świat.

Od autorek:

Hej! Z tej strony Naćpana Marzeniami oraz kula13. Jak widzicie, nawiązałyśmy współpracę, z czego się bardzo cieszę. Historia ta nie jest o "Twilight" ani o Robsten. Taka mała odskocznia. Mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
A jak wrażenia po prologu? Swoją drogą napisałyśmy go wspólnie i podoba nam się. Ale ważniejsza jest tu WASZA opinia w formie KOMENTARZA. Dla ułatwienia możecie komentować anonimowo. Przyjmujemy pochwały jaki i krytykę. Tak więc żegnamy się z Wami ciepło i życzymy miłych snów :-*
Wasze kula13 oraz Naćpana Marzeniami